Pies z przypadku

Każdy z mężczyzn wyglądał zupełnie inaczej niż stojący obok niego kolega, ale wszyscy witali się ze mną dokładnie tak samo czyli silnym, męskim, uściskiem dłoni. Tylko jeden, ten chudy, wysoki, zniszczony alkoholem i bóg-jeden-wie-czym-jeszcze, przybijał ze mną piątkę, żółwika, po czym uścisnął mi dłoń jak „ziomal” i nie przestawał mówić „super” i właśnie „ziomal”.

Żaden z nich nie chciał, oczywiście, psa. Żaden z wyjątkiem Chudego, ale inni go zaraz wyśmiali.
– Sam do garnka nie masz czego kurwa włożyć. Na cholerę ci pies?
– Ale sam nie będę?
– Ucieknie. Inne uciekły to i ten ucieknie. Ja ci dobrze, kurwa radzę. Olej to.

Pies był średniej wielkości i bardzo ładny. I choć niby próbowałem go oddać, nie był wcale mój. To niby, to dlatego, że jakoś pytałem ich bez przekonania.
Przypałętał się do mnie kilkanaście kilometrów wcześniej i za nic nie chciał się zgubić. Co jakiś czas zostawał w tyle, obwąchiwał się z grzybiarzami, po czym pędził za mną i zawsze mnie doganiał. Fajny był. Wesoły i dobrze nam się rozmawiało, ale byłem w drodze „nad morze” i za cholerę nie wiedziałem co to będzie dalej. Może, gdybym wracał do domu, pozwolił bym mu biec za mną, ale jechałem dokładnie w drugą stronę.

PODOBNE:  Uśmiechnięte oczy Syryjczyka

– Pan pojedzie dalej. Tam za 15 kilometrów będzie miasto. Tam jest skrzyżowanie z drogą do Niemiec. On tam się panu na pewno zgubi. – mówił do mnie Gruby
– U nas panie, połowa wsi to znajdy. Patrz pan na tego na łańcuchu – seter. Piękny, miastowy na sto procent a u mnie gospodarstwa pilnuje. Wziął bym do domu, ale tu jest panie wieś. U nas nie ma domowych psów. Rozumie pan? W zeszłym roku, jakieś miastowe skurwysyny go wyrzuciły. Pewnie z Zielonej Góry. Takich to powinni do więzienia wsadzać!
– Albo lepiej do schroniska! – rzucił Chudy. I to na zimę najlepiej. Żeby im się kurwa odechciało.

PODOBNE:  Historia pewnego wywiadu

Dopiłem landrynkową oranżadę za 99groszy, oddałem butelkę bo Sklepowa policzyła mi za napój bez kaucji i w zasadzie butelka nie była moja. Patrzyłam to na Psa, to na Setera przywiązanego do budy i coraz bardziej żałowałem, że nie jechałem do domu.
Uśmiechnęliśmy się do siebie szczerze. Ja do Psa a Pies do mnie i ruszyliśmy dalej.
– Dasz radę ziomal. – rzucił Chudy. Nad morze nie jest daleko. Pewnie ze 300 kilometrów. Pies Ci pomoże. Fajny jest kurna. Ja kiedyś dałem radę autostopem do samego Krosna, to ty dasz rowerem nad morze.
Luzik.

ps. Staroć sprzed dwóch lat. Znaleziony w notesie. Kiedyś wrzuciłem kila fotek TUTAJ

011

Zapisz się do naszego newslettera

Instagram

Instagram

2 Comments

  1. sluber
    Listopad 28

    Rzeczywiście dobrze mu z oczu patrzyło….
    a zdradzisz, co było dalej? I czy pies dobiegł nad morze?
    fajna opowieść

  2. Robb
    Listopad 30

    Pies się ostatecznie zgubił :)
    Ale jeszcze w lesie. Zagapił się z grzybiarzami, a ja pocisnąłem jak szalony.

    Sad but true :/

Dodaj komentarz

Or

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anti-Spam Quiz: