Za dużo km – za krótka wiza

Czasem jesteś kimś/czymś więcej niż tylko sobą. Czasem reprezentujesz jakiś zespół idei, wartości. Czasem jesteś nawet całym krajem z którego pochodzisz. Prezydentem, historią.

Czasem Ci to pomaga. Patrzy na Ciebie i mówi „A, Lech Walesa. Very Good!” albo coś podobnego.

Czasem ciągnie się to za Tobą niechciane a Ty próbujesz to jakoś od siebie odkleić.
Tak jak Ben na irańskiej granicy.
- Pan z Anglii? To proszę ze mną. Musimy pobrać od Pana odciski palców. bardzo mi przykro, ale sam Pan rozumie. Takie zasady.
A dwoje Polaków? Chwilowo nikogo to za bardzo nie obchodzi. Może w Iraku czy Afganistanie, ale nie tutaj. Może jedynie tyle, że urzędnikowi w informacji turystycznej było bardzo przykro z powodu katastrofy samolotu w Smoleńsku.

Pan Ali - taksówkarz :-)


Mały i Duży Ararat - widziany z Iranu


:-)


Irańska gościnność dopadła nas już na stacji benzynowej w Maku. Chcieliśmy kupić benzynę do prymusów i ktoś z tankujących postanowił nam nalać „od siebie” te kilka litrów. Paliwo tańsze niż woda (30 groszy za litr!) ale gest jakże miły :-) Gdyby nie to, że nasz dobroczyńca za gwałtownie nalewał benzynę i ta burzliwie zaczęła się wylewać z butelki (prosto na rękawy i nogawkę jego garnituru) było by nam bezgranicznie miło. A tak, było nam trochę głupio :-) choć on cały czas próbował się uśmiechać :-)

Na peryferiach Poldash (na granicy z Azerbejdżanen) zatrzymał nas niejaki Pan Ali – uśmiechnięty taksówkarz z angielskim lepszym niż mój prostacki farsi (czyli „Kali jeść Kali pić”).
- A skąd? A dokąd? A witamy serdecznie w Iranie. Coś trzeba Wam pomóc?Chcecie tylko kupić warzywa na obiad? To jedźcie za mną. Ja Wam wszystko pokażę! Moje miasto małe, ale się nie martwcie. Ludzie w Iranie bardzo lubią pomagać innym.
Zrobiliśmy zakupy przy akompaniamencie „zebranej wokół, lokalnej gawiedzi” czyli znudzonej nicnierobieniem (o przepraszam! – siedzeniem na trawniku) młodzieży. Oczywiście płci męskiej.
Warzywa, owoce i jajka, jakiś dżem (najlepiej marchewkowy!) i masło czyli to co niemal codziennie. Chleb (lavash czyli cienki jak papier, wysychający w oczach placek) dostaliśmy w prezencie z zapewnieniem, że „ludzie w Iranie nie są tacy jak w Turcji!”
Ok! W Turcji byli wspaniali więc aż miło pomyśleć (i trudno sobie wyobrazić, że może ), że będzie jeszcze lepiej.

Tabriz


Tabriz, Bazaar



ja to juz gdzias widzalem ;-) Londyn ?


Potem byli kolejni. Właściciele sadów w których przyszło nam spać, pracownicy stacji benzynowych na których przyszło nam nabierać wody (i pić herbatki z nimi), właściciele hotelików i irańscy turyści (w kościele Świętego Stefana). Uśmiechnięci, chętni do pomocy i powtarzający swe „Witamy w Iranie” niczym mantrę.

I tak też się tu czujemy – przyjęci, ugoszczeni, chętnie widziani. Bardzo.

Z ciekawości zajechaliśmy nad Morze Kaspijskie i … zachwyciliśmy się krajobrazem. Kto by pomyślał, że Iran może być tak zalesiony, tak zielony i … pełen pól ryżowych. Trudne do uwierzenia. Taki Wietnam w Iranie. Nagle i niespodziewanie bo dosłownie po drugiej stronie tunelu.

Teheran ryczał na nas tysiącami motocykli. Tanich, chińskich, ujeżdżanych przez tysiące szaleńców :-) Wyprzedzających i wymijających na wszystkie sposoby. Taki ich urok.

Pan z ambasady turkmeńskiej, pomimo „internetowych ostrzeżeń” na wszelkich forach, okazał się bardzo cierpliwy i nawet miły. Czekał całe 45 minut na ksera naszych paszportów i nawet zdecydował się wziąć Euro. Jednym słowem – pomógł nam bardzo i 29 wjeżdżamy do Turkmenistanu!

Teheran - Pan Od Wymiany Waluty


Teheran - Pan Od Ostrzenia Nozy


Teheran - Panowie Od Narguli


Nasza (zaplanowana) irańska trasa to 3800 kilometrów i tylko 30 dni wizy więc nie obchodzi się bez autobusów. Taka cena za chciwość zobaczenia jak najwięcej.
Tym właśnie sposobem jesteśmy już w Shiraz u naszych starych znajomych. Odpoczywamy, rozmawiamy, spotykamy nowych przyjaciół i szykujemy się na następne rowerowe wyzwanie – pustynie Dash-e Kavir i przeprawę do Mashhad.

W Gorach niedaleko Teheranu.


Kashan - Pan Wracajacy Z Piekarni


Kashan


A Ben … jest w Teheranie. Pożycza od swojej ambasady pieniądze, bo nie dość, że wziął za mało gotówki ( w Iranie plastikową kartą to można sobie popstrykać, a czekami podróżnymi to można się powachlować) to na dokładkę zgubił (?) portfel (z resztką gotówki i tą że kartą). Płaci frycowe za swą pierwszą podróż. A tu dziura, a tu się coś urwało, a tu coś zgubił :-), ale wciąż nas lubi ;-) i cieszy się że tu jest. Oprócz granicy wszyscy są nim zachwyceni.
- Pan z Anglii?! Rewelacja! Jak miło, że Pan przyjechał odwiedzić Iran. Wszystkiego dobrego. Ietepe itede.
Czyli same powody do radości.

Kashan - Pan Od Sprzedawania Welny


Kashan - Pan Od Plastikowych Kwiatow


Kashan - Nie Ma To Jak Stylowe Sakwy ;-)


Kashan - Pan Od Usmiechania Sie Do Turystow


Pupa do zabawy ? Zaraz Zaraz ..... :-)


Przed nami Yazd a potem .. wspomniana pustynia.
29 czerwca wjazd do Turkmenistanu. Tego dnia rozpoczyna się nasza 5′o dniowa wiza, którą dostaliśmy wyjątkowo łatwo (pomimo wielu internetowych „ostrzeżeń”). Może uda nam się odezwać z Mashhad a może dopiero z Uzbekistanu.

Pozdrawiamy.

Be Sociable, Share!

Komentarzy: 5 ... ale czy to dużo? Subscribe to comments

  1. Piękne zdjęcia, niesamowici ludzie:)
    Trzymajcie się Kochani i trzymamy kciuki za Was.
    A Ben… nauczy się:) Przecież każdy się kiedyś musi nauczyć:)

    Uciekam uczyć się do obrony.

    papapa

    11-06-2010


  2. Kasia

    Hej, hej Podroznicy!
    Ciekawi mnie reklama aerobiku na zdjeciu z kanapkami- gdybym tylko wiedziala, co tam jest napisane…
    Pikne zdjecia robicie, a komentarze- pierwsza klasa! Uwielbiam „Pana od usmiechania sie do turystow”!!!

    Trzymamy kciuki za Was!- wlaczajac Bena.

    11-06-2010


  3. majchers

    No! W końcu! Długo czekaliśmy. Ale za to jak zwykle fajne zdjęcia…
    ;-)

    11-06-2010


  4. żona Świadka

    obcy ludzie uśmiechnięci i tacy serdeczni??? oj ciężko Wam będzie wrócić do Polski ;)

    12-06-2010


  5. Robb

    oj zebys nie miala racji :-)

    14-06-2010

A może coś od siebie ?