Pożegnanie z Syrią

:-) .. jedna z moich bardziej ulubionych :-)

nie ma to jak dobra. rowerowa pocztowka ;-)

Pustynia zmienia perspektywę. Sposób patrzenia na własne życie i potrzeby. Nagle. Jak za dotknięciem magicznej różczki wszystko zmienia sens.

Kilka kropel wody.

Batonik.

Zapomniana na dnie sakwy pomarańcza.

Kawałek cienia.

Lekki powiew wiatru.

Bezinteresowna gościnność ludzi pustyni onieśmiela i zaskakuje Europejczyka. Dla niego to coś już dawno zapomniane. Coś co zna z opowiadań, ale nie z codziennego życia dlatego czasem, na własne nieszczęście podchodzi do niej z podejrzliwością. Do czasu, gdy się z nią oswaja i staje się dla niego czymś niemal oczywistym i … tak bardzo pasującego co tej pustki. Każdy zna każdego więc podróżny to nowe historie, nowe spotkania, nowa rozrywka i poszanowanie jego potrzeb. Pytania są jak zawsze te same. O rodzinę, o kraj, oto skąd i dokąd więc i nie trudno się porozumieć. Nawet bez znajomości Arabskiego czy Angielskiego.

Ta właśnie gościnność i życzliwość ratowała nas na całej trasie z Palmyrii do Deir Ez Zor gdy brakowało nam wody, lub odrobiny cienia. Syryjska pustynia to nie wydmy Sahary a gliniano-kamieniste równiny gdzie oprócz sukulentów i (miejscami) coś jakby pów nic nie rośnie.

Gdzie oprócz drobnych ptaków, wszechobecnych mrówek, jakiś żuków i wypasanych kóz i owiec niemal nic innego nie żyje.

Dzięki tej pustce mamy więcej czasu dla siebie. Nie musimy uważać na samochody bo albo ich nie ma (czasem tylko przejedzie autobus, ciężarówka lub traktor ciągnący cysternę z wodą do osiedla Beduinów) albo trąbią już z daleka.

Możemy jechać obok siebie i rozmawiać, wspólnie się czymś zachwycać LUB wręcz przeciwnie – jechać samemu i skupić się na własnych myślach.

***

Świat nie jest jednak doskonały i nawet w tak gościnnym kraju jak Syria nie każdy jest miły i przyjazny.

Zajechaliśmy do As Suknet.  Mieliśmy za sobą  ponad 70 kilometrów pustkowia i upału i potrzebowaliśmy wody, czegoś do jedzenia i odrobiny wytchnienia.  tymczasem nasz przyjazd obudził w miasteczku coś dzikiego. nieprzyjemnie intensywnego. Zaczęły gonić nas dzieci, poleciał jakiś kamień, jakieś okrzyki i dziwne śmiechy. W centrum wsi, na targu, sprzedawca falafelkazał nam uważać „na tych w czarnym” czyli młodych chłopaków ubranych w długie, czarne kurty, którzy zaczęli zbierać się wokół rowerów i siedzącej obok Ani. Znów otoczyły nas dziwne śmiechy i nieprzyjemna intensywność ich wzroku.

Zrobiliśmy zakupy, nabraliśmy w meczecie jak najwięcej wody  i pod kolejną rozkrzyczaną „eskortą” grupy dzieciaków (przeganianych kilkakrotnie przez dorosłych) próbowaliśmy wyjechać z miasteczka.

Na szczęście wyprowadził nas jeden z mężczyzn spotkanych w meczecie. Wsiadł na swój motor i kazał nam za sobą jechać.

„Na szczęście” bo musieliśmy kluczyć między domami i gdyby nie on pewnie zajęło by nam to dużo więcej czasu i kosztowało wiele nerwów.

Pożegnaliśmy go bardzo serdecznie, on życzył nam szczęścia. Ruszyliśmy w kolejny pustynny etap. Zdani na łaskawość drogi, wiatru, butelki i bukłaki pełne wody i (znów) gościnność i życzliwość.

***

Zawsze chciałem zobaczyć Eufrat. Już od dziecka. W „planach syryjskich”, obok Aleppo, Damaszku i Palmirii było oczywiście miejsce na Al Furat jak nazywają go miejscowi.

Tymczasem, ziemia leżąca po obu jego brzegach jest zbyt wartościowa, zbyt ważna by budować na niej drogę. Trzeba ją nawadniać i siać na niej zboże by przeżyć. Wydzierać pustyni każdy jej kawałek. Ruszyliśmy w stronę Al Bukamal … rozczarowani. Wiedzieliśmy, że gdzieś tam „po lewej” płynie rzeka, którą tak bardzo chciałem zobaczyć i nijak nie mogłem jej dostrzec. Żeby pogorszyć nam humory, między polami pszenicy a drogą wybudowano wysoki na jakieś 3 metry kanał rozprowadzający wodę z Eufratu.

Przez kilkanaście kilometrów jechaliśmy wciśnięci pomiędzy pustynię a mur. Jechaliśmy wzdłuż rzeki ujarzmionej w betonie.

Do Al Bukamal ostatecznie nie dojechaliśmy. Odradziła nam to policja, która „dla naszego bezpieczeństwa” nie spuszczała nas z oka. Trochę podłamani, ruszyliśmy na północ w stronę tureckiej granicy.

Po dwóch dniach znów zbliżyliśmy się do granicy z Irakiem i pól naftowych i znów pojawiła się policja. Znów bez mundurów, znów w nieoznakowanym samochodzie i znów chcieli od nas paszporty.

Zapytaliśmy grzecznie czy mogą pokazać nam jakieś SWOJE dokumenty ale odpowiedzieli tylko „My Policja. No Problem”. No tak, ale tak na słowo to trudno zawsze wierzyć więc Ben jeszcze raz powiedział, że i tak chciałby zobaczyć jakiś dokument.

Na to wszystko kierowca, z uśmiechem, wyciągnął spod siedzenia … kałasznikowa i zapytał czy wystarczy.

Naszą reakcją była … salwa śmiechu połączona z głośnym” Jak tak to ok!” i policjanci zaczęli śmiać się razem z nami. Spisali nasze paszporty, dali nam butelkę zmrożonej wody i życzyli szczęśliwej podróży.

***

Pragnienie wcale nie doskwiera najbardziej gdy jedziesz w pełnym słońcu. Ani gdy suche powietrze wywołuje chrypę a rozgrzany asfalt opala tak bardzo chronioną pod kapeluszem twarz.

Najbardziej chce się pić, gdy rozbijesz już namiot i usiądziesz by odpocząć. Wtedy właśnie o wodę krzyczy każdy kawałek twojego ciała. Pijesz litr. Czasem nawet dwa. Masz nieprzyjemnie ciężki żołądek i czujesz, że jeszcze łyk a zrobi ci się niedobrze.

A każdy kawałek twojego ciała prosi o jeszcze.

Skóra, język, oczy, nos, nerki.

Potrwa dłuższą chwilę zanim to co wypiłeś rozejdzie się po całym tobie. Musisz siedzieć, czekać i czymś się zająć.

Od wjazdu do Syrii minęły dokładnie 3 tygodnie. 21 dni pełnych dobrych przygód, gościnności i wspaniałych wspomnień.

Niemal każdy dzień był swojego rodzaju zwycięstwem. Dniem wartym zapamiętania. Co wieczór szliśmy spać z poczuciem spełnienia i zwykłej radości. Gdybym następnego dnia musiał nagle wracać do domu byłby to dobry powrót pełen wspomnień a nie „przegrana”.

4 tygodnie w drodze. 1600 kilometrów i wciąż wielki niedosyt.

Przed nami kolejny kawałek Turcji i niedaleki Iran.

Kolejne kilometry i kolejne spotkania.

Insh Allah!

powiedzmy ze jest ... goraco


dlatego wieczorami mamy dodatkowe 16 litrow wody

wschod czy zachod ??


rosna nam fotograficzni nastepcy :-)




a po pustynnej burzy Wasz Nieustraszony wyglada tak ;-)

a po pustynnej burzy Wasz Nieustraszony wyglada tak :-)



jest ... cieplo :-) .. nie to co w Polsce ;-)


Hajji Ismail opowiada o strzyzeniu owiec


no to co ? doimy owce znaczy sie ... rowno i ramie w ramie ;-)



My po prostu to lubimy ;-) Goraco, piachem po oczach . .wakacje normalnie .. urlop :-)


Al Hasakeh w burzowym nastroju



a Pan Prezydent wszystkiego pilnuje ;-)


Od 3 dni jestesmy w Turcji. W Kurdystanie. ktory nie istnieje choc tylu nam powtarza, ze wlasnie w nim jestesmy. Znamy ze 4 kurdyjskie slowa i kazdy cieszy sie gdy zamiast po turecku dziekujemy po kurdyjsku :-)
Za kilka dni jezioro Van, Ararat i Iran.
Az trudno uwierzyc ze wyjechalismy z domu niecale … szesc tygodni temu :-)
Pozdrawiamy i … trzymajcie kciuki za Ani kolano. Taka mala. meczaca kontuzja i musimy podjechac dzis autobusem. Oh well.

ps. filmiki sa … cale 3, ale internet nie wyrabia sie z wrzucaniem ich na serwer :/

Be Sociable, Share!

Komentarzy: 10 ... ale czy to dużo? Subscribe to comments


  1. Ola

    Piękna podróż i fantastyczne zdjęcia!!! Trzymam za Was kciuki niestrudzenie :)

    17-05-2010


  2. asia mostowska

    Kochani,
    superowe foty,
    ehh.. zazdroszczę Wam wyjazdu,
    wspominam sobie czasem nasze obiadki w Leh :)
    uściski!

    17-05-2010


  3. dudi

    Wspaniale znów Was widzieć! Trzymam kciuki za kolano, coś o takich problemach wiem… Ale będzie dobrze, zobaczycie ;) Autobusy też bywają pełne niespodzianek :)
    Powodzenia!

    ps. Fotki jak zawsze super :)

    17-05-2010


  4. Krzysztof

    Witajcie!
    Czekam zawsze z niecierpliwością na Wasze relacje i zdjęcia z wyprawy. Spotkanie z tymi „sympatycznymi” policjantami z kałaszem to niezła próba odporności. Gratuluję opanowania i poczucia humoru, bo w innym przypadku mogło być niewesoło. Zastanawia mnie tylko ten niezwykły kontrast między gościnnością i życzliwością, a tym co spotkało Was w As Suknet. Trochę tego nie rozumiem. Najważniejsze, że wszystko dobrze się skończyło.
    Oczywiście, trzymam kciuki nie tylko za Ani kolano( mam nadzieje, że to tylko drobna kontuzja ), ale również za Wasze zdrowie ogólnie. Wszystkiego dobrego, kochani!
    Pozdrawiam serdecznie z zalanego deszczem od 48 godzin z temperaturą za oknem 7 stopni Mikołowa. Krzysztof

    17-05-2010


  5. Kasia

    Duzo dajecie wielu ludziom porozojac w ten sposob. Kto wie, moze obudzi sie utajona tesknota w tych zamknietych w domu, ograniczonych murami miasta ludziach? Ania moze wlasnie daje szanse wielu kobietom na spojrzenie na zycie w inny sposob…
    Trzymajcie sie!
    Zdjecia, jak zawsze niesamowite- ineresujacy spoosb, w jaki owce stoja podczas dojenia- hmmm, pewnie cos w tym jest, zeby glowa przy glowie i na przemian, jak w warkoczu…

    17-05-2010


  6. Nula

    Zaglądam – ślę dobre myśli do was gdziekolwiek jesteście i mam nadzieję że wkrótce uda nam sie spotkać… wieki całe… z Anią to tylko raz przez moment jak 5 lat temu gościliście mnie w Londynie..
    Czyli – do zobaczenia – narazie na ścieżkach myśli – jak najszybciej w realu!! Niech drogi wam się plączą tylko o tyle o ile można dzieki temu poplątaniu odkryć ciekwych zakamarów i ludzi!
    Ściskam

    17-05-2010


  7. teresa

    Ludzie sa wszedzie tacy sami jak i u nas jedni dobrzy goscinni a drudzy nieprzstepni i zli.Aneczko trzymam kciuki za Twoje kolano mam nadzieje ze bedzie wszystko dobrze.Zdiecia wspaniale a ta jedna -twarz”patrze i patrze i niema konca”.Pozdrawiam Was bardzo serdecznie.
    P.S
    Pozdrowienia dla Bena.

    17-05-2010


  8. Ania

    Jak zwykle piękne zdjęcia. Czytanie Waszych przygód, to jak wcielenie się w jednego z bohaterów książki – wspaniałe przeżycie! Trochę tutejszego chłodu na Wasze zmęczone i spieczone twarze i tylko lepszych dni:) Pozdrawiam serdecznie znad polskiego morza:)

    18-05-2010

  9. Dobrze wiedzieć, że wszystko do przodu, bo już zaczynałem się obawiać, że przepadliście gdzieś w Syrii…

    Tu wszystko w porządku, wyprawa rozwija się dobrze, tylko jak zwykle pieniędzy brakuje i pogoda typowo Polska – zimno i pada i ciągle zimno i pada.

    Trzymajcie się, pozdrówcie Iran ode mnie i do zobaczenia już niebawem!

    18-05-2010


  10. majchers

    Robert – wspaniałe zdjęcia! Gratuluję po raz kolejny.
    P.S. Lata mi po głowie pytanie co ten facet na zdjęciu na samej górze robi z jego prawą ręką?

    19-05-2010

A może coś od siebie ?