Po drugiej stronie rzeki Panj
Po wyjeździe z Duszanbe ruszyliśmy dziarsko w stronę M41 czyli słynnej Drogi Pamirskiej.
Łatwo nie było, bo tu dziura, tam piach, tu znów roboty drogowe. Rowerowy szok i “afryka-a-a-a-a-ńska ta-a-a-rka-a-a-a” czyli mordęga.
I tak powolutku …. zajechaliśmy nad rzekę Panj (Pandż), czyli granicę z Afganistanem.
Po drugiej stronie rzeki … toczy się życie, które niby znamy tylko z TV i gazet. Niby, bo nasze media wciąż bombardują nas złymi obrazami. Burkami, długimi brodami, karabinami i innymi synonimami zacofania i nienawiści.
Tymczasem, po drugiej stronie rzeki, jakieś 100 metrów obok nas żyją ludzie bardziej zajęci żniwami niż czymś więcej. Co prawda, pojawiają się kobiety w burkach, ale o wiele więcej kobiet chodzi w czerwieniach i ciężko pracuje przy snopkach i młócce. A młocka tu ciekawa. Nie taka jak w Tadżykistanie czyli “na asfalcie”  gdzie zboże młócą przejeżdżające po nim ciężarówki, ale “na klepisku” po którym, w kółko chodzą krowy. Skoro pogranicznicy w Zigar śmiali się, że osioł to “afgański samochód” to czemu krowa nie miała by być “afgańską ciężarówką” ? :-)
Po drugiej stronie rzeki Pajdż fascynuje zieleń wypływająca jakby z górskich potoków. Kilometry skalistego pustkowia eksplodują zielenią wszędzie tam, gdzie pojawia się choćby niewielki potok. W tej zieleni powstają kamienno-gliniane, proste, domy obsadzane dookoła drzewami i sady.
Jacyś mężczyźni podrzucają wysoko widłami zboże z którego wiatr wywiewa plewy i niemal wszędzie świeci się światło. Nawet w dzień.
Może z rozpusty a może dla kontroli? Jeżeli zgaśnie żarówka wiadomo, że przestała działać jedna z wodnych turbinek. Nie są znowu jakieś wielkie, ale w niektórych wioskach naliczyliśmy ich nawet po 7-9.
W takim kraju jak Afganistan, budować takie proste, wodne turbiny musi być łatwo. W końcu w kraju w którym jest tak niewiele, wprowadzanie czegoś nowego jest łatwe. Naturalne i proste. To my, zgnuśniali w tym co już mamy i znamy musimy zmieniać schematy myślenia. Dla nich wszystko jest nowe i łatwe do przyjęcia.
Technologicznie :-) Niekoniecznie ideowo.
Gdy my rowerowaliśmy wzdłuż rzeki, w afgańskim Badahszanie ktoś zamordował zagranicznyych lekarzy pracujących w jednym z obozów.
Kto? Nie wiadomo, ale tadżyccy Pamirczycy, nie chcą mieć a afgańskimi nic do czynienia. Przynajmniej tak twierdzą.
“Bo są niewykształceni, bo są fundamentalni i nie szanują kobiet. A pamirscy muzułmanie (Ismailici) tacy nie są”.
Afganistan, ten niewielki skrawek nad Rzeką urzeka swym ogromem gór, pięknem surowego krajobrazu i niewielkimi poletkami zboża w miejscach (wydawało by się) tak niedostępnych, że niemal desperackich.
W krainie kamieni ziemia musi być czymś najcenniejszym.
Pozwala przeżyć kolejny rok. Kolejną zimę.
Dosłownie.
Po drugiej stronie rzeki ciągnie się niewielka dróżka, którą ciągną mężczyźni w szelwarach, z niewielkimi plecakami, czasem karawany prowadzonych przez kogoś osłów objuczonych workami albo jakiś motocyklista.
W tym roku woda w rzece jest wyjątkowo wysoka i część z tej dróżki ciągnie się pod wodą. Co bardziej odważni i zdesperowani brodzą po pas w rwącej wodzie. Ci z osłami i mniejszą desperacją wspinają się ścieżkami w górę obchodząc złośliwą wodę.
I co chwilę ktoś tę drogę naprawia. Łopatami i kilofami.
I do nas macha.
Czasem jako pierwszy, domaga się gwizdami i okrzykami naszego zainteresowania i “byle mu odmachać”.
Czasem ktoś inny wcale nie reaguje na nasze zaczepki.
Jest wesoło i smutno zarazem.
Patrząc na ludzi uwięzionych rzeką, historią i tradycją nie łatwo się nie smucić i czuć choć odrobinę współczucia.
Patrząc na roześmianych, machających do nas robotników trudno się do nich nie uśmiechnąć i mocno wierzyć (i widzieć) że ludzki duch zniesie wszystko.
Bez względu na tę odrobinę przypadku rządzącego miejscem naszych urodzin.
Po obu stronach rzeki.

Afganistan
Po drugiej stronie rzeki … toczy się życie, które niby znamy tylko z TV i gazet. Niby, bo nasze media wciąż bombardują nas złymi obrazami. Burkami, długimi brodami, karabinami i innymi synonimami zacofania i nienawiści.
Tymczasem, po drugiej stronie rzeki, jakieś 100 metrów obok nas żyją ludzie bardziej zajęci żniwami niż czymś więcej. Co prawda, pojawiają się kobiety w burkach, ale o wiele więcej kobiet chodzi w czerwieniach i ciężko pracuje przy snopkach i młócce. A młocka tu ciekawa. Nie taka jak w Tadżykistanie czyli “na asfalcie”  gdzie zboże młócą przejeżdżające po nim ciężarówki, ale “na klepisku” po którym, w kółko chodzą krowy. Skoro pogranicznicy w Zigar śmiali się, że osioł to “afgański samochód” to czemu krowa nie miała by być “afgańską ciężarówką” ? :-)
Po drugiej stronie rzeki Pajdż fascynuje zieleń wypływająca jakby z górskich potoków. Kilometry skalistego pustkowia eksplodują zielenią wszędzie tam, gdzie pojawia się choćby niewielki potok. W tej zieleni powstają kamienno-gliniane, proste, domy obsadzane dookoła drzewami i sady.Jacyś mężczyźni podrzucają wysoko widłami zboże z którego wiatr wywiewa plewy i niemal wszędzie świeci się światło. Nawet w dzień.Może z rozpusty a może dla kontroli? Jeżeli zgaśnie żarówka wiadomo, że przestała działać jedna z wodnych turbinek. Nie są znowu jakieś wielkie, ale w niektórych wioskach naliczyliśmy ich nawet po 7-9.W takim kraju jak Afganistan, budować takie proste, wodne turbiny musi być łatwo. W końcu w kraju w którym jest tak niewiele, wprowadzanie czegoś nowego jest łatwe. Naturalne i proste. To my, zgnuśniali w tym co już mamy i znamy musimy zmieniać schematy myślenia. Dla nich wszystko jest nowe i łatwe do przyjęcia.
Technologicznie :-) Niekoniecznie ideowo.
Gdy my rowerowaliśmy wzdłuż rzeki, w afgańskim Badahszanie ktoś zamordował zagranicznyych lekarzy pracujących w jednym z obozów.Kto? Nie wiadomo, ale tadżyccy Pamirczycy, nie chcą mieć a afgańskimi nic do czynienia. Przynajmniej tak twierdzą.”Bo są niewykształceni, bo są fundamentalni i nie szanują kobiet. A pamirscy muzułmanie (Ismailici) tacy nie są”.
Afganistan, ten niewielki skrawek nad Rzeką urzeka swym ogromem gór, pięknem surowego krajobrazu i niewielkimi poletkami zboża w miejscach (wydawało by się) tak niedostępnych, że niemal desperackich.W krainie kamieni ziemia musi być czymś najcenniejszym.Pozwala przeżyć kolejny rok. Kolejną zimę.Dosłownie.
Po drugiej stronie rzeki ciągnie się niewielka dróżka, którą ciągną mężczyźni w szelwarach, z niewielkimi plecakami, czasem karawany prowadzonych przez kogoś osłów objuczonych workami albo jakiś motocyklista.W tym roku woda w rzece jest wyjątkowo wysoka i część z tej dróżki ciągnie się pod wodą. Co bardziej odważni i zdesperowani brodzą po pas w rwącej wodzie. Ci z osłami i mniejszą desperacją wspinają się ścieżkami w górę obchodząc złośliwą wodę.I co chwilę ktoś tę drogę naprawia. Łopatami i kilofami.I do nas macha.Czasem jako pierwszy, domaga się gwizdami i okrzykami naszego zainteresowania i “byle mu odmachać”.Czasem ktoś inny wcale nie reaguje na nasze zaczepki.Jest wesoło i smutno zarazem.Patrząc na ludzi uwięzionych rzeką, historią i tradycją nie łatwo się nie smucić i czuć choć odrobinę współczucia.Patrząc na roześmianych, machających do nas robotników trudno się do nich nie uśmiechnąć i mocno wierzyć (i widzieć) że ludzki duch zniesie wszystko.Bez względu na tę odrobinę przypadku rządzącego miejscem naszych urodzin.
Po obu stronach rzeki.

eeeee .. Panowie ... którędy ?

ach .. widoczki ... a to dopiero początki ...

ocho! przed nami Afganistan!

pierwsze wioski "po drugiej stronie" ....

Jak asfaltu nie ma .. to jest czerwony pył .. no problem ...

proszę proszę .... ładnie tu ...

Ania ... ma chwilowo dosyć :-)

i którędy teraz ? gdy rzeka wylewa ... wsie odcięte od świata ...

na osiołku ? a proszę bardzo ...

na afgańskiej plaży słońce praży ....

w Afganistanie żniwa ... przedmuchiwanie zboża

a pola wydziera się górom

ocho ... brodzik ?

młócić można nawet krową ...

chłopcy sprzedający owoce .... bo wakacje są by pomagać rodzicom

fiiiiltruuujeeeemy :-)

"murale" na M41 ... jak widać rowerzyści są tu znani :-)

i jesteśmy w Khorogu !!!

hmmmm ... coś nas kurcze pogryzło :/

po asfaaaalcie ? e ... napnie się łydę i będzie git :-)

Portret Człowieka z Czajnikiem ... bo herbatkę robi się w czajniku a nie w garnku

a tam Ten Afganistan

bo my .... wozimy ze sobą małą drukarkę ....

Podziel się z innymi
  • Print
  • Digg
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • Gwar
  • PDF
  • Wykop

Komentarzy: 9 ... ale czy to dużo? Subscribe to comments

  1. Witajcie,
    Super zdjecia – czesc widoczkow nawet pamietam :). Jak jechalismy sobie ta trasa (w kamazie) to tak myslelismy, ze na rowerkach bedziecie mieli ubaw.
    Trzymajcie sie,
    Marta i Kuba (juz z Makao)

    10-09-2010


  2. transatlantyk

    …drogą pylistą, drogą polną…
    Bardzo mi się podoba, że ten cytacik jest tytułem.

    10-09-2010


  3. Lewy

    szacunek… siedze za biurkiem na recepcji w hotelu przegladam i mysle ze zycie to wiecej niż glupie problemy na przykład ..kasą czy aklimatyzacją w kraju :] powodzenie, trzymam kciuki, zdowa i wszelich dobrych przeżyć , a z ta drukarka to pojechaliście dla tej szokoly :] trzymta sie

    11-09-2010


  4. Ela

    Hej.. dla mnie jak zawsze szaleeenie wzruszająco sie ogląda i czyta…niecierpliwie czekam na jakiś filmik…. z nieruchomej kamery. Wy wiecie.. Ściskam Niech Moc będzie z Wami…

    11-09-2010


  5. teresa

    Zawsze czytam i oglądam z wielkim wzruszeniem

    11-09-2010


  6. Krzysztof

    Witajcie!
    Cholernie się się cieszę z Waszych maili. Piękne zdjęcia. Brawo za te 5000 km i powiem tylko, że nie będę sobą, jak się z Wami nie spotkam i uściskam prawice.
    Krzysztof z Mikołowa

    11-09-2010


  7. Marys

    Piekne słowa, piekne zdjecia.

    12-09-2010


  8. majchers

    Dzięki. Działacie kojąco i inspirująco. Lub na odwrót czy jakoś tak. Zazdroszczę podróży. Wiem, wiem… ‘just do it, eh?’
    ;-)))

    13-09-2010


  9. Baska

    Przepiękne zdjęcia – widoki i portrety!

    07-02-2012

A może coś od siebie ?