Ok. Dziś coś innego. Zamiast historyjek o ludziach i widokach … mały prezent!
Następnym razem, gdy pójdziecie na zakupy, kupicie 1 kilogram marchewki (im młodsza tym lepiej) , 1 kilogram cukru, cytryny (na tyle by wycisnąć pół kubka skoku) i garść grubo mielonych orzechów włoskich.
Zamiast oglądać kolejny odcinek Klanu, potniecie marchewkę w drobne plasterki, włożycie je do garnka z dodatkiem 2 szklanek wody i ugotujcie na pół-twardo. Zaraz potem dodajcie 4 szklanki cukru i gotujcie do momentu gdy marchew jest miękka. Na koniec dodajcie pół szklanki soku z cytryny i garść podsmażonych na patelni (ale bez tłuszczu!) orzechów.
Po pięciu minutach wszystko powinno być gotowe :-)

Do tego chleb, masło i świeżutki dżem marchewkowy. Niemal taki sam jak zajadamy na śniadanie :-)
Smacznego lub bia gaza bohor jak mawiali już starożytni Persowie (albo i nie mówili. Kto ich tam wie?)
ps. gdy marchew jest za duża, lub ktoś z Was lubi delikatniejszy dżem może zawsze zetrzeć marchew na tarce. Oczywiście na tej z grubym oczkiem ;-)
Kasia
Juz na liscie zakupowej skladniki sie znajduja. Dzieki! Brzmi bardzo smacznie!!! Cheers!
16-06-2010
Dominik
Nie lubię dżemów. Strasznie to słodkie wygląda. Następnym razem poproszę jakiś przepis na ostro. Koniecznie wegetariański!
16-06-2010
Michał
بیا غذا بخور czyli “biā ghazā bokhor” znaczy po prostu “chodź jeść” :D
A tego cudaka nie próbowałem. Trzeba będzie!
16-06-2010
Robb
ok :-)
Miało być nushe jaan ;-)
16-06-2010