
Czego by nie mówić o Tajlandii … dla nas jest to jeden z najmilszych krajów jaki odwiedziliśmy.
Po miesiącach rowerowych rubieży zajechaliśmy do kraju w którym wszystko jest … łatwe. Komunikacja z ludźmi, drogi, żarełko, hoteliki i cała wakacyjna reszta. Tak. Zafundowaliśmy sobie wakacje :-)
Zapracowaliśmy (chyba) na nie.
Krążymy uliczkami Ayutthaya, popijamy mrożoną kawę, zajadamy pat thai w swojej wegetariańskiej wersji, oglądamy świątynie i kupujemy pamiątki. Jesteśmy na luzackich wakacjach.
I niech nikt nie mydli wam oczu, że był w Tajlandii “na wyprawie” :-)
W Tajlandii zawsze jest się turystą ze wszystkim podanym na talerzu.
I tego nam właśnie potrzeba.
Ludzie zaopiekowali się nami jeszcze zanim przekroczyliśmy granicę i to na nasze szczęście :-)
Potrzebowaliśmy wizy a od jakiegoś już czasu możemy taką dostać, za darmo, na granicy (tzw. VOA czyli visa on arrival) i wszystko wydawało się szybkie-łatwe-i-przyjemne.
- Zdjęcia?
- Mamy.
- Bilet na samolot?
- eeeeeeeee .. nie?
- No to macie problem. Musicie wydrukować. Tu jest wyraźnie napisane “Należy okazać bilet lub potwierdzenie rezerwacji.” Bez tego – nic z tego.
No i Pani Pilnująca Toalet wymieniła mi dolary, Oficerowie Antynarkotykowi (Przemyt Narkotyków Grozi Wieloletnim Więzieniem lub Egzekucją!) pozwolili mi wejść do Tajlandii bez wizy (szczerze mówiąc to nie wiedzieli, że jej nie mam – po prostu przeszedłem przez granicę nikomu nic nie pokazując) i poszedłem szukać kafei internetowej by wydrukować bilet.
Nielegalnie! Ale ze mnie Podróżnik ;-))))
Okazało się, że kafeja jest – 2 km dalej, “w centrum”. Na szczęście mówiący mi to właściciel biura turystycznego pozwolił mi wydrukować bilety, skasował mnie przy tym jak za zborze jak to się kiedyś mówiło (dziś to chyba ma odwrotne znaczenie :-) ale nie miałem szans się targować ;-)
Wiza w paszportach, bilety na pociąg sypialny do Ayutthaya w kieszenie a przed nami kilka dłuuuugich godzin czekania.
Czym lepiej zabić te długie godziny jak nie wizytą w świątyni, na kawie i … na obiedzie w pakistańskiej knajpce :-)

Zajechaliśmy do Ayutthaya, 70km na północ od Bangkoku, “na dzień lub dwa” by “coś zobaczyć”. Tak nam się tu spodobało, że zaczęliśmy przemyśliwać, czy może udało by się nam już stąd dostać na lotnisko.
I okazało się, że “proszę bardzo!”
Przecież mówiłem że jesteśmy na wakacjach,
że tu wszystko jest dla turystów gotowe,
Kartony w sklepie za rogiem, taksówka za normalne pieniądze, torby na sakwy (jedna sztuka bagażu!) u Pani Na Końcu Ulicy no i hotelik – prześliczny i prze-wygodny.
Łatwo-miło-i-wygodnie. Tak jak na wakacjach być powinno.

Skończyła się nasza kolejna podróż.
8 miesięcy i tysiące kilometrów śmignęły przez nasze życie niczym ciepły, przyjazny wiatr. Poznaliśmy ludzi o których zawsze będziemy pamiętać. Zobaczyliśmy miejsca, które zawsze będą dla nas ważne.
Odkryliśmy w sobie bliskość której nawet sobie nie wyobrażaliśmy. Udało nam się nie raz i nie dwa żyć w harmonii i tylko od nas zależy jak często będziemy się w niej “spotykać”.
Jesteśmy wielki szczęściarzami, że odważyliśmy się podążać za marzeniem które, tak samo szczęśliwie, wspólnie dzielimy.
Ben, gdzieś w Syrii powiedział, że wcale nie się nie dziwi, że Ania chce podróżować na rowerze, ale dziwi się, że chce jej się jeszcze raz. I pewnie coś w tym jest.
Po raz pierwszy w życiu wracam z podróży “do domu” i pomimo ciekawości świata i ludzi – nie mogę się doczekać i … nacieszyć :-)
Wszystko będzie nowe, inne, ciekawe i niech mi nikt nie mówi, że “w Polsce nie jest łatwo” bo to nie-prawda. Wszędzie jest łatwo i wszędzie jest trudno. Zależy czego się od życia (i miejsca) chce.
My nie możemy się doczekać :-) by zacząć nowe życie. We własnym miejscu.
Oj będzie się działo … :-)

z cyklu: Mały Różowy Budda Ukrywający się w Gałęziach Figowca
Rowery w kartonach czekają cierpliwie.
Nasze rodziny i przyjaciele – nie :-)
A my gdzieś, w tym wszystkim, po środku :-)
Dziękujemy Wam wszystkim za czytanie, za komentarze, że Wam się chciało (czytać, oglądać) i podobało.
Do zobaczenia w PL.
Pozdrawiamy bardzo serdecznie i … zapraszamy. Teraz kolej na Was.
Czas przeczekać tę zimę i w drogę. W Drogę!
Robb i Ania

Głowa Buddy w Ayutthaya
ps. jak już będziemy w domu to powrzucamy tu kilka filmów. Do tej pory nam się to nie udawało, bo a to internet słaby, a to Vimeo blokowane, ale już za chwilę się nam uda so stay tuned jak mawiają :-)
KRZYSZTOF
Witajcie!
Trochę jakoś czuję się nieswojo. Oj, będzie mi brakowało tych Waszych relacji i zdjęć. Ale jeszcze raz dziękuję pięknie Aniu i Robb za tą pierwszą, wspólną podróż,w której miałem przyjemność Wam towarzyszyć przez te ciekawe 8 miesięcy i tysiące kilometrów.
Odpoczywajcie zatem i wracajcie bezpiecznie do swojego gniazda, “by zacząć nowe życie.”
Życzę Wam wszystkiego najlepszego, dużo szczęścia i… czego sobie zamarzycie! Mam tylko cichą nadzieję, że się odezwiecie i spotkamy się w realu. Moje zaproszenie – aktualne.
Pozdrawiam serdecznie – Krzysztof z Mikołowa
12-12-2010
Piotr K
Witajcie!
Dziekuje bardzo za relacje!!! Mimo iz pisze pierwszy raz, to czekalem z niecierpliwoscia na nowe odcinki, czytalem i podziwialem zdjecia, ktore sa naprawde wysmienite.
Szkoda, ze juz konczycie, ale przeciez dla Was zaczyna sie nowy rozdzial, a dla nas beda jeszcze i filmy i pewnie jakas ksiazka!
Podziwiam, gratuluje i zycze udanego powrotu do Polski.
Pozdrawiam, Piotr
12-12-2010
Witek
Cześć!
Dzięki za wszystko.Powodzenia w dalszym życiu.
Pozdrawiam-Witek
13-12-2010
ola
Ziarno zostało zasiane, ale czy coś z tego wykiełkuje to nie wiem, czas pokaże. Dziękuję Wam,że mogłam z Wami podróżować, odkrywać miejsca i dobro ludzi…
Dobrej drogi dla WAS w PL.
serdeczności
Ola
13-12-2010
biker
Fajna podróz, jak bedzie w domu, to będziecie ciepło wspominać o przygodach :)
Pozdrower Krzysztof z Łodzi.
13-12-2010
Mariusz
Czytałem regularnie, oglądałem i podziwiałem. Dzięki! :)
13-12-2010
Maria
“Wszystko będzie nowe, inne, ciekawe i niech mi nikt nie mówi, że “w Polsce nie jest łatwo” bo to nie-prawda. Wszędzie jest łatwo i wszędzie jest trudno. Zależy czego się od życia (i miejsca) chce.”
Ten cytat jest mi tym bardziej bliski im blizej do 18.12. czyli daty powrotu do PL po 9 latach w NL.
Dziekuje za wszystkie zdjecia i slowa!
13-12-2010
Robb
noooo … mnie nie było prawie 10;
daaaamy radę ;-)
13-12-2010
majchers
8 miesięcy powiadasz Robert…? Aż się nie chce wierzyć, że Wy tam tyle czasu ;-))), a ja tu przy biurku, śledząc Was – tyle samo… ;-(((
Gratulacje raz jeszcze!
13-12-2010
majchers
…i rowerki wypucowane na połysk!
;-)))
13-12-2010
Marta
“Wszędzie jest trudno i wszędzie jest łatwo” to prawda, ale podróże, szczególnie takie jak Wasza dodają odwagi, otwierają nas na świat i zmiany. Wtedy wydaje nam się, że wszystko można i świat stoi otworem.
Gratuluję szczęśliwie ukończonej drogi. Z niecierpliwością czekam na książkę, ale ja bym chciała taką z duszą, czyli Waszym autografem.
Zapewne da się zrobić :)
Pozdrawiam,
Marta
14-12-2010
Bartek
Dzięki za całą relację i piękne zdjęcia!
Pozdrowienia i powodzenia :)
14-12-2010
Robb
@Marta – wszystko się da ;-)
@Bartek – bardzo bardzo proszę :-)
@wszyscy inni. Na prawdę. bardzo dziękujemy. Słów brakuje by wam napisać jak bardzo nam za to wszystko miło
Pozdrawiamy!
R+A
15-12-2010
Romeus
Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia! :-)
“Wszędzie jest łatwo i wszędzie jest trudno. Zależy czego się od życia (i miejsca) chce” – O to,to…nic dodać, nic ująć.
Pozdrawiam ciepło!
15-12-2010
Kasia
Wow. Ciekawa jestem, kiedy wszyscy poslysza o Waszej kolejnej wyprawie, tej, o ktorej moze jeszcze nie snicie/marzycie etc… Choc mam takie jakies niejasne wrazenie, ze cos tam w waszych glowach juz jest- plan, mysl, chec…
Duzo mi daja Wasze relacje, szczegolnie, gdy za oknem sniezyca, badz kolejny egzamin do zdania.
Dzieki.
P.S. OK, ale o co chodzi z tym malym rozowym Budda?!
15-12-2010
Angie i Jacek
Czesc ekipa,
Gratulacje!!!!
My teraz bedziemy flyingowac z Kajtkiem jak podrosnie.
Zyczymy Wam Szczescia iMilosci!!!
15-12-2010
Balbina Rap
Szybko minął ten czas, aż się wierzyć nie chce. Ściskam Was ciepło.
15-12-2010
ania&olo
Wszystkiego dobrego..tu.. tam..
Świat najlepszych w PL
Dobrze się Was czyta i ogląda..:)
pozdrawiamy!
16-12-2010