
Makaronik ... maaakaaaronik ... :-) hau-czy hau-czy ;-)

wszystkim smakuje . .wiaaadomo :-)
Nakarmiły nas jak matki, albo jak dobre ciotki.
Zajechaliśmy do Xincheng, małego miasteczka położonego w oceanie trzciny cukrowej. Niby nic, normalnie, ale staliśmy o 5tej rano, pokonaliśmy dwoma pociągami ponad 300 km, odebraliśmy nasze rowery z posterunku policji, zjedliśmy przepyszny obiad i z nowymi wizami pojechaliśmy dalej.
Nakarmiły nas jak dobre ciotki.
Zamówiliśmy 4 dania bo i nas czworo. W Chinach to taka tradycja podparta, nie da się ukryć – logiką :-)
Nasz czworo to i półmiski muszą być cztery. Stoją na środku stołu i każdy sobie z nich podjada.
Zamówiliśmy różne warzywa i do tego ryż.
Prowadziły tę knajpkę we dwie. Miały może po 40 lat i wielkie uśmiechy na twarzach. Nie pozwoliły zrobić sobie zdjęcia bo … wstydziły się tych uśmiechów. Szczerych, kochanych, ale .. pełnych krzywych zębów. I jak to kobiety – nie pozwoliły i już :-)
Ugotowały przepysznie, kazały dokładać sobie co chwilę ryżu pokazując przy tym na rowery i na nas.
Na koniec, wśród obustronnych uśmiechów, podziękowań i naszych odpowiedzi na te same pytania skąd-dokąd-jak długo-po co kazały sobie “zapłacić” . .za całe to jedzenie … 12 zł.
Tak. “Zapłacić”. Oczywiście, że tu musi być cudzysłów. Bez tego słowo zapłacić nabrało by fałszywego znaczenia.
Ten cudzysłów nadał mu kształtu przenośni. I dobrze, bo co to za zapłata?
Zdarzało się już nam, że ktoś chciał nas obrazić a siebie poniżyć (?) prosząc/ żądając 5 zł za miseczkę ryżu.

zamiast wózka :-)

nin hao!
—————————————-

żniwa .. ryżowe, oczywiście - ręcznie
Rozbiliśmy namiot w lesie. Nigdy tego wcześniej nie robiliśmy. Zawsze udawało nam się znaleźć kawałek pustego pola. Tym razem – las. Wjechaliśmy w góry i nie było najzwyczajniej gdzie :-) Po lewej ściana w górę, po prawej ściana w dół a środkiem Wisła płynie.
Wjechaliśmy w jakąś niewielką leśną ścieżkę. Na tyle szeroką, że zmieściły się na niej dwa namioty :-) Zabarykadowaliśmy tę dróżkę rowerami i zarekwirowaliśmy ten kawałek DLA SIEBIE :-)
Usiedliśmy pomiędzy namiotami, na “kuchennym placyku”, wciągnęliśmy jakąś awaryjną chińską zupkę, Jens tradycyjnie przeganiał komary dymem z papierosa, słońce zaszło … a las się obudził.
To jeszcze nie ta gęsta, głośna i władcza dżungla jak na granicy z Laosem, ale już gra. Już dźwięczy, już szumi, pszczeli, szerszeni, cykadzi i świerszczy.
Rytmicznie i usypiająco. Niczym maszyna. Gęsta i zielona.


i co ja wiew o obładowanym rowerze ?
————————————-
Nie wiem jak ma “szanowna większość rowerzystów” ale my z Anią nudzimy się na płaskich, dobrych i (dzięki temu) szybkich drogach.
Taka na przykład G 323. Piękna, płaska, z rowerowym poboczem. Stworzona do pędzenia i łykania kilometrów.
Tym bardziej, że dookoła fabryki i kilometry pomidorowych pól więc nic nie rozprasza. Nic nie zaprasza i nie każe się odkrywać.
Droga szybka to i wielu chce nią jechać. Ścigać się i wyprzedzać. Trąbić na siebie nawzajem. Ostrzegawczo. Choć czasem zajadle przeganiając co wolniejszych na boki.
Ale czasem i tak trzeba :-) Właśnie taką. Zawziąć się i przeskoczyć mechanicznie te 100+ kilometrów.
Tak właśnie rozpędzeni wjechaliśmy wczesnym wieczorem do wielkiego miasta Base.
I byle dalej.
I byle coś zjeść.
I byle rozbić namiot.
I byle z dala od zgiełku i hałasu.
Na nasze szczęście miasto “poszło” w lewo i w prawo a przed nami, jakieś 6 km za głównym skrzyżowaniem rozpostarły się zielone góry i wymarzona cisza i pustka.

w oceanie trzciny cukrowej

lub w górach ...

byle świeciło słońce :-)
———————————
CDN
MaciekPaciek
“Makaronik … maaakaaaronik … :-) hau-czy hau-czy ;-)”
Dobrze, że danie nie robi hau, hau;)
Pozdr.
PS Dzięki za kartkę z Chin ;*
26-11-2010
Tomek
Kochani, pięknie sobie jedziecie… spoglądam na te zdjęcia i łezka się kręci w oku…no i wracają wspomnienia z wakacji…:)
Pozdrawiam ciepło i czekam z niecierpliwością na nowe wieści i wzruszenia.
PS: Robb, kupiłem kilka dni temu Twoją książkę – no i połowa nocy minęła, bo nie dało rady przestać przed końcem… Jest świetna i na pewno będę do nie wracał:)
26-11-2010
Robb
wielkie dzięki!
już niedługo nie będzie o czym pisać :-)
pozdr
26-11-2010
Krzysztof
Witajcie!
Oj, będzie Robb, będzie o czym pisać! Bo z piękną przygodą jest jak z kamieniem rzuconym na spokojną wodę. Wydaje się, że to przecież tylko jedna chwila, a potem odśrodkowe fale jeszcze długo nie pozwalają nam zapomnieć, że coś się jednak wydarzyło.
Zresztą, jak się ma w pamięci takie widoki, jak ten “lub w górach” i wiele jeszcze równie pięknych – to czekam tylko na tę chwilę, kiedy będę miał wreszcie okazję Was poznać i zamiast tylko (przepraszam za tylko) czytać Wasze fantastyczne relacje – zagubić się w słuchaniu Waszych przygód w realu.
Bo “za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś….Więc podróżuj. Śnij. Odkrywaj.” – Mark Twain
Pozdrawiam gorąco z Mikołowa – Krzysztof
26-11-2010
Andrzej
Eeeech :)
I Dzięki za kartkę z Chin nadaną 20.10 2010r, którą otrzymaliśmy 26. 11 2010r.
26-11-2010