Sprzed 2 tygodni, ale skoro tk wyczekujecie ;-)

i Wietnam w Iranie
Wjechaliśmy do jakiejś wsi i ludzie, ci dobrzy zaczęli pomału odczarowywać wszystkie złe momenty.

Zaczęło się od piekarni, gdzie dostaliśmy 2 świeże sanjak‘i (czyli plackowate chleby pieczone na rozgrzanym żwirze). Za darmo i z wielkim zbiorowym uśmiechem kolejkowiczów. po chwili pociągnęło to czterech staruszków w sklepiku w którym poprosiliśmy o wodę. Na początku byli tylko niemo zdziwieni naszą obecnością, ale gdy wróciliśmy spod studni z “dromaderami” pełnymi wody – zaczęli się uśmiechać i wypytywać jeden przez drugiego.
- A skąd?
- A dokąd?
- A niech was Allah prowadzi!
Odczarowania dopełnił Mansur.
Zajechaliśmy na plażę rozbić namiot. A tu nie dość, że plaża jakby “między domami” to jeszcze pełna śmieci. Na nasze szczęście zagadnął nas niejaki Aziz i wydukaliśmy, że szukamy miejsca pod namiot a on jednoznacznym gestem kazał nam jechać za sobą i zaprowadził nas do swojego brata Mansura.
I tak oto nocowaliśmy na plantacji kiwi zostawieni sami sobie i własnym zajęciom. Mansur pokazał nam gdzie się włącza pompę, na szybko doczepił kabel z żarówką, pokazał nam gdzie mieszkają “dobrzy sąsiedzi z łazienką i prysznicem i gdyby coś było nie tak” i kazał nam się “nie wygłupiać tylko spać w niedokończonym domu”. Jednym słowem full service, cisza, spokój i kemping z widokiem na morze i kwitnące kiwi.


Block Print
Pomimo tego wszystkiego, droga wzdłuż morza, jej hałas i dzikość serc młodych motocyklistów okazały się przytłaczające. Głównie dla Ani i po trochę dla mnie i Bena. Ania po prostu powiedziała to pierwsza i tym sposobem, zamiast uparcie, po męsku łykać kolejne nieprzyjemne i nudnawe kilometry zatrzymaliśmy autobus i po sześciu godzinach zajechaliśmy do Teheranu. Po ciemku. Prosto w paszczę ruchu ulicznego w którym własny spryt jest wyznacznikiem przepisów. Teheran ryczał na nas tysiącami motocykli. Tanich, chińskich, ujeżdżanych przez tysiące szaleńców :-) Wyprzedzających i wymijających na wszystkie sposoby. Taki ich urok. A do hotelu mieliśmy 13 kilometrów i dziesiątki skrzyżowań.

pola ryzowe

Przerzutki juz wyregulowane :-)

rosnie nam nowe pokolenie ;-)

Nasza Kochana Mariam H.
Pozdrowienia z Shiraz :-)

Krzych
Dzięki za kolejną porcyjkę :)
Wierzcie że wszyscy na forum wyczekują z niecierpliwością na Wasze fotorelacje z podróży.
Ja codziennie logując się do forum najpierw sprawdzam czy coś w Waszym wątku nowego się nie pojawiło :)
Pozdrawiam i bezpiecznej podróży życzę !!
xArEs
14-06-2010
Kasia
Kiwi wyglada tak pieknie jak i smakuje! Bardzo powazny Mlody Czlowiek w rozowej koszuli…
14-06-2010
Stopa
Uśmiech, uśmiech, uśmiech:)
Tam chyba można się tym zarazić.
Dobrze, że spotykacie dobrych ludzi.
Powodzenia!
14-06-2010
Krzysztof W.
Witajcie!
Piszecie: “Jednym słowem full service, cisza, spokój i kemping z widokiem na morze i kwitnące kiwi”, a ja tak sobie myślę, że tak specyficzna kompozycja doznań jest tylko możliwa w tym miejscu na świecie.I ci normalni bezinteresownością ludzie…..Tylko ten obłęd motocyklowy Teheranu i Wy z obładowanymi rowerami, niczym prawdziwi, niestrudzeni podróżnicy. Mam nadzieję, że jakoś, bez kłopotów, tę stolicę przeżyjecie.
I powiedzcie przy okazji Mariam H.,że jest piękną kobietą!
A swoją drogą – to piękny ten Wietnam w Iranie…..
Gorąco pozdrawiam i powodzenia w dalszej, rowerowej przygodzie!
Krzysztof W z Mikołowa
14-06-2010
teresa
Zdięcia cudowne i wspaniali ludzie i te widoki.Pozdrawiam
18-06-2010
Karolina
Wspaniała wyprawa:)
Przeglądam wasze wpisy i oto znajoma twarz:))
Moja (również ;-) ukochana Maria z Shiraz, której brat gościł mnie u swojej przepięknej rodziny! Ale ten świat mały:)) Pozdrawiam i 3mam kciuki!będę zaglądać:)
10-08-2010