Dasht-e Kavir czyli Wielka Slona Pustynia

Kierowcy żyją chyba w wiecznym konflikcie. Gdy jadą rozpędzeni, wyprzedając nas o kilkanaście centymetrów, klną i trąbią byśmy zjechali im z drogi – gdy stoją na poboczu, zrelaksowani, użyczyli by nam nieba gdyby mogli. Chcą nas podwozić „bo przecież jest za gorąco” a do Tabas „tak daleko!”   Przepraszają, że woda nie jest wystarczająco zimna itp. Raz przejeżdżaliśmy obok zaparkowanej ciężarówki i … nie pozwolili nam odjechać bez kilku litrów wody, lodowatej, zaczętej właśnie pepsi i wielkiej bryły lodu. (Lód poszedł do jednej z sakw razem z jedzeniem)

Zatrzymal sie niebiski Zamyad

Drugiego dnia, rozbiliśmy namioty na „środku pustkowia” i poszliśmy szukać wody. Oczywiście nie na pustyni ale wśród przejeżdżających właśnie ciężarówek. Tak się dziwnie składało, że im bardziej zdezelowany, stary i biedny był to samochód tym łatwiej było tę pomoc dostać. Te nowe, błyszczące, pędziły jak szalone nie zauważając turysty z wysoko podniesionymi, pustymi  butelkami po wodzie.

Raz zatrzymała się nawet policja, ale ku ich zdumieniu sami nie mieli czym się podzielić. Postanowili zatrzymać kilka ciężarówek, ale kierowcy sami mieli jej niewiele „a do najbliższego meczetu jeszcze 60 km”.

Przez niemal pół godziny byłem niewidzialny i zacząłem się martwić.

Jak to tak?
W Iranie?
Na pustyni?
Nie ma kto podzielić się wodą?

I nagle zatrzymał się niebieski Zamyad.

  • Czego Wam potrzeba?
  • Wody. Tylko wody.
  • A skąd tu się wziąłeś?
  • A tam stoją namioty. Bo my na rowerach.
  • Rowerzyści? Jak tak to czekaj. Tylko zawrócę.

Zajechał na pobocze, wyciągnął termos pełen talibi, miskę-termos pełną jabłek, ogórków i pomidorów i wiaderko-termos z lodem.
Wszystko dla nas.
Sobie niczego nie zostawił.

Miał na imię Mohammad i jeździł codziennie na trasie Yazd – Tabas wożąc arbuzy i różne melony.

Mohammad i jego skarby :-)

Następnego dnia, w Robat-e-Posht Badam ukrywając się przed upałem pod meczetem spotkaliśmy go znowu.

Choć właściwie to nie do końca prawda bo Mohammad wiedział dokładnie, gdzie będziemy i najzwyczajniej zajechał nas spotkać. Uśmiechnął się, wyściskał nas serdecznie i szybko pokroił schłodzonego harbuzy. Przygotował nam niemal cały piknik.

A my?
A my zrobiliśmy mu skromnie herbaty. Tyle mogliśmy.
A On?
A On się bardzo ucieszył, wypił ze 2 szklanki i zaczął studiować naszą mapę i … złapał się za głowę.

  • Tego miasta to już nie ma.
  • A tutaj to jest tylko stacja policji.
  • A potem to jest 90 km bez wody, meczetu, sklepiku. Nic nie ma tylko sól i piach.
  • Co Wy zrobicie?
  • Słuchajcie! Jutro wracam do Tabas. Ja Was podwiozę!

Kolejny raz ulokowaliśmy się w krużganku meczetu. W cieniu. Z dala od prażącego słońca i powiewów wiatru. W miejscu, gdzie ktoś postawił beczkę ze słodką wodą. Tym razem nie był oto miasteczko, ani nawet wieś, ale samotny meczetu na środku pustyni. Gdzie w trakcie rewolucji spadł amerykański helikopter.

Zaszedłem do łazienki na słony prysznic i pierwszy kierowca ciężarówki zagadał mnie przyjaznym „Cześć Lachestan! Wszystko ok?” No tak. Wszyscy już o nas wiedzieli. Pewnie na którymś z ciężarówkowych postojów ktoś się już nami pochwalił. Tak mało tu się dzieje, że każdy albo chce być „w temacie” albo być właśnie tym który opowiada „ważne pustynne historie”. Wyglądało na to, że teraz to my staliśmy się taką historią.

Nie tylko  zresztą tutaj. Jeszcze w Robat-e-Posht Badam zajechałem do sklepiku po coś zimnego do picia i jakiś przaśny chleb. Przywitał mnie właściciel i kilku wpatrzonych klientów.

  • Salaam! Jak leci? Wszystko gra? – zagadałem dla przełamania ciszy,

Pan Niemiec? – zapytał sklepikarz,
Laaaaacheeestaaan! – odpowiedział za mnie jeden z klientów.

Ktoś-gdzieś już się nami pochwalił.

Mamy za sobą naszą drugą pustynię choć ta syryjska wydawała się teraz taka mała i nawet „łatwa”.
Przed nami wydmy Turkmenistanu i zupełnie inne krajobrazy.

Ok. Pewnie nie mozecie doczekac sie zdjec :-)
Pozdrawiamy z Mashhad i dziekujemy za wszystkie kmentarze. Nagle, dzieki Onetowi zrobilo sie ich jakos duzo ;-)

Do przeczytanska!
Ania i Robb .. czyli my ;-)

Acha .. Ben tez pozdrawia i zaprasza na www.dustyrubber.co.uk

(c) Ben Robbinson

Goni nas ta burza .. goni .... :-) (c) Ben Robbinson

ach .. coz za roznorodnosc krajobrazu ;-) nie wiem na co patrzec ...

moze za chwile zrobi sie .... chlodno ?

nic Jej teraz nie zatrzyma ??


Owsianka sie nie przypalilaaaaaa! 5:00 am

Pustynne Krajobrazy

opuszczona (czyt. wyschnieta) "karawanseraja"

byly skaly czarne, czas na czerwone

Magnum akurat nie mieli ;-)

a z "braku laku" domy buduje sie z gliny

no nie widze cholera ... nie widze nooo .. to po co ja tu przyjechalem ??

cukier puder ? moze .... ;-)))

nie da sie ukryc .. tedy dreptal Cheetah

Ben jak zawsze :D usmiechniety

a Ania jak zawsze .... litosciwa ;-) (c) Ben Robbinson

znooooowuuu ? piachem po oczach ? ale za co .... ?

najwazniejsze to sie zabezpieczyc ;-) wiadomo ...

zabezpieczyc nie tylko siebie .. oczywiscie

a w Tabas ... nocleg pod Mauzoleum Brata Imama Rezy

Be Sociable, Share!

Komentarzy: 15 ... ale czy to dużo? Subscribe to comments


  1. dudi

    ech, chciałbym kiedyś zobaczyć te widoki na własne oczy, nie tylko na zdjęciach… Powodzenia! :)

    26-06-2010


  2. Kasia

    Hej, hej! Juz sie zaczynalma martiwc o Was- dobrze,ze napisaliscie.
    Lody, smaczne lody! Tyle dobrych serc spotykacie na swojej drodze, jak to dobrze!

    26-06-2010

  3. Heh,krajobrazy może i surowe, ale w tej prostocie tkwi siła.
    3-majcie się ciepło ;-)

    26-06-2010

  4. Ech, fajnie macie…
    Fajna relacja, trzymajcie się ciepło :D, pozdrawiam z Poznania,
    Antek

    26-06-2010


  5. teresa

    Bardzo się cieszę że jest znowu troszkę wiadomości,bo już się martwiłam o Was.Pozdrawiam serdecznie i pozdrowienia dla Bena

    27-06-2010


  6. teresa

    Zdięcia bardzo mi się podobają są świetne oddają cały trud jaki ponieśliście w pokonaniu pustyni.

    27-06-2010


  7. transatlantyk

    Wspaniałe zdjęcia, wspaniała relacja, wspaniali ludzie :-)

    28-06-2010

  8. Siła internetu. Sory ;)
    Powodzenia :)

    28-06-2010


  9. Małgorzata

    Kurcze, normalnie wzruszyłam się opowieścią o spotkaniu z Mohammadem.
    Piękne zdjęcia, matko! jak ja kocham pustynię.
    Powodzenia i uważajcie na siebie.

    29-06-2010


  10. RaQ

    …i jak widzę Wasza podróż przybiera rumieńców i nie tylko z powodu wysiłku i emocji ale przede wszystkim słońca:):):)…
    Dobrze ,że zawsze i wszędzie trafiacie na Oazę w postaci dobrych ludzi i pomyślnych zdarzeń…
    Niech się Wam zatem dalej tak dzieje , a podróż tak pasjonująca i tak niecodzienna dalej dobrze trwa…
    Powodzenia!
    ps. pełen szac za pomysłowość w zabezpieczaniu:)

    29-06-2010


  11. Maciek

    To co widze jest fantastyczne :) to co czytam fascynuje :) pozdrawiam i czekam niecierpliwie na kolejne wieści

    02-07-2010


  12. Krzysztof W.

    Witajcie!
    Kiedy w gardłach piach i spiekota, wyobrażam sobie, jak musi nieziemsko smakować woda na pustyni, którą tankowaliście z termosu Muhammada.
    Zdjęcia, jak zawsze piękne surowością klimatu i…. humorem Robba. Mam nadzieję, że Ania w tej masce nie wchodziła do sklepiku po bułeczki.
    Pozdrawiam serdecznie całą ekipę! Zdrowia, duuuużżżo wody i dalszych szczęśliwych przygód, oraz spotkania na drodze swej rowerowej tułaczki, tylko samych, dobrych ludzi!
    Dziękuję pięknie za pamięć i kartkę z Iranu.
    Krzysztof z Mikołowa

    03-07-2010


  13. majchers

    Super fotki Robert. Jak zwykle – chciałoby się. Ale trzymaj jednak horyzont w poziomie, są wystarczająco dobre bez kręcenie (horyzontem) ;-)))

    04-07-2010


  14. majchers

    …no i zapomniałem dodać, że… zazdroszczę.
    ;-)))

    04-07-2010


  15. Kama

    Dzięki za wgląd w tak cudownie prosty i przez to przepiękny świat. Dajecie mnóstwo przykładów dobroci ludzkiej. Woda na pustyni musi być przecudna!
    Powiedzcie Benowi, że jego strona jest również super!
    Pozdrawiam was, pochłaniajcie te krajobrazy, i dzielcie się z nami zdjęciami!
    Kama

    05-07-2010

A może coś od siebie ?