„Azja slow, Azja deep” czyli kolejna recenzja

Dostałem recenzję. Co prawda od koleżanki, ale takiej niemal internetowej (widzieliśmy się na oczy raz, 9 lat temu, i od tamtego czasu podglądamy się na fejsie), więc prawie jak od „obcej”. (Dziękuję Ci Ewo. Nawet nie umiem napisać jak bardzo)

Recenzja mnie wzruszyła, bo ktoś wyczytał z książki coś co chciałem w niej przemycić. Czyli – udało mi się!

„Azja slow, Azja deep”;) Robert, wielkie dzięki. Przypominasz, że nadal są dobre książki w morzu wszelkich kiczowatych „jak żyć” i „co zobaczyłem i z kim wypiłem” i tych wszystkich którzy jeźdżą do Azji i mówią jak to się da przeżyć za jednego dolara i trzeba dążyć do perfekcyjnego wyczyszczenia piecyka (darując sobie oczywiście także wypowiedzi osób, którzy uważają sie za „mistrzów i przewodników” i wciskają wszem i wobec hasła typu „jesteś zwyciężcą”).

Wiesz, generalnie, czytając średnio 2-3 książki tygodniowo, mam często chwile refleksji: czego jeszcze chcę od literatury? czego szukam? czy nie jest tego za dużo? Przeciez mam już tyle treści w sobie…treść, treść, treść, słowa, słowa, słowa, wiedza… I wiesz co? po przeczytaniu kilku zdań z „Tuk, tuk cinema” wiedziałam: to jest to czego szukałam: dojrzałości autora/autorki. Równowagi(bo Twoje opisy sa dobre: jest pięknie i nie jest TYLKO pięknie: to znacznie bardziej złożone, zauważasz, co mnie bardzo cieszy, że nie ma, mówiąc najprościej, jednego koloru), uczciwości(przede wszystkim wobec samego siebie, a co idzie za tym w dalszej kolejności wobec czytelnika). Niewiedzy (tak! nie-wiedzy, przyznania się przed samym sobą: jestem człowiekiem, jestem omylny/omylna, popełniam błędy). To jest tak niby cholernie oczywiste (a tak mało spotykane w literaturze, że aż boli) i dlatego wciąż na nowo, trzeba o tym pisać i mówić.

Czytam o Twojej wyprawie do Indii, śmieję się, uczę, dziwię (ślub z drzewem? ciekawe), zdaję sobie sprawę z tego jak wiele mam. Tak po prostu, wiesz? Jak kurde wiele szczęścia mamy żyjąc tu i teraz. Jak wiele możemy. To jest, myślę, książka przede wszystkim o możliwościach właśnie, o wybieraniu drogi,bądź rezygnowaniu z niej czasem, o poszerzaniu perspektyw, o tym, że można zobaczyć głębiej, próbowac rozumieć albo i nie, może czasem zwyczajnie przyjmować stan rzeczy. Dla mnie jest dużo zdań-kluczy w Twoim tekście. Chyba najbardziej podoba mi się rzeka: ta związana z Twoim urodzeniem i ta, wzdłuż której podążasz na skuterze. Z wielką przyjemnością szukałam opisów Gangi i jej różnorodności. To piękne jak zauważasz, że czasem ta święta, wielka, dająca życie milionom, jest też.. zwyczajna.Płynie swoim spokojnym rytmem.

Przy okazji „Tuk Tuk cinema” myślę też o marzeniach. Że bez nich jest się żywym trupem. Pustką. Bez marzeń nie ma mowy o dążeniu do bycia lepszym dla siebie i innych, do bycia lepszym człowiekiem. W marzeniach człowiek może pozwolić sobie przecież na dokładnie wszystko. Marzenia to wewnętrzna wolność. Dają siłę, karmią wyobraźnię, i dopóki się marzy i dąży do realizacji, czasem choć w części, dba się o to co wewnątrz, pielegnując zdziwienie codziennymi drobiazgami, to jest po prostu.. pełnia.
Fajnie czytać o realizacji marzeń, takiej prawdziwej, z wysiłkiem, z tysiącem pytań, i jednocześnie z uśmiechem, czasem ze łzami w oczach. Tym kurde wszystkim, tym czym jest prawdziwe, złożone i… bogate życie.
I tak sobie myślę Robert, wiesz, że dobrze, że jest nas (coraz) więcej, osób, które mają niestandardowe cele do realizacji. Miłe uczucie.”

tuktukcinema2

 

Podziel się z innymi:
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
PODOBNE:  Nasze nowe książki

Zapisz się do naszego newslettera

Instagram

Instagram

Jeden komentarz

  1. Grudzień 6

    Kocham tematykę Azji, te różnorodność barw i kontrastów. Kiedyś może uda mi się tam wyjechać, ale na razie kupię książkę ;)

Dodaj komentarz

Or

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Anti-Spam Quiz: