Z MANALI DO LEH …. cz. II
Hmmmmmmmm …. czesc pierwsza bedzie …. pozniej :-) Dzien 5, Turkusowe Rzeki i Serpentyny do Nieba. Zatrzymaj sie na chwile a uslyszysz. Ptaki pustyni, pszczoly i trzmiele. Szum turkusowej wody i tokujace na srodku drogi …golebie. W tybetanskiej dhabie: “My Country No Freedom. Here is Good, But This Is not My Home” :-/ Dwa trzmiele siadly mi na nodze i probuja dobrac sie do czegos slodkiego :-) Rozciagaja na boki moje wlosy i szukaja czegos slodkiego :-) Hmmm … nie jest jeszcze ze mna az tak zle gdy trzmiele myla mnie z kwiatami. Zawsze to muchy mogly by pomylic mnie z … czyms mniej przyjemnym :-) Piekny dzien. Kilkadziesiat km po plaskawej, zielonej rowninie. Wzdluz rzek turkusowych i zwirowych kanionow. Dzien 6, Nasze Pierwsze 5000 m :-) Pobudka w Innym Miejscu. Swiat nie stal w miejscu i jest nie do poznania. Gory-sasiadki odzielone od nas chmurami, dookola nas … 2 cm sniegu :-) Kilka godzin snu. SEn, niczym smierc przeniosl nas w Inny Swiat, Inny Wymiar. Na 5000 swiat wciaz pelen jest zycia. Np. … dwoje rowerzystow :-) lub mchy, zolte i granatowe kwiatki. No i golebie, zalecajace sie do siebie na srodku drogi. Kanion. Zapomniane Krolestwo. Sciany smukle i wysooookie. My wcisnieci miedzy Miasto Dolne a Warownie. Mroczno i zimno. Historia zatrzymana w skalach. Zamczyska czerwone i … strumien o wodzie doskonale bezbarwnej. Na koncu wieza. Jeden kawalek litej skaly. Dziesiatki metrow w niebo. Cos pomiedzy kokonem a deska serfingowa. Dzien 7, Plaskowyz Morey Jedziemy “jak popadnie”. Jest rowno, gladko i mniej piachu niz “na asfalcie” :-). Przesmyk miedzy gorami widac juz z daleka wiec jedziemy doslownie na azymut… Najpierw … piknik :-) Piknik ! Piknik ! Piknik ! Musi wystarczyc kawa i herbatniki ! Sera nie widzielismy od 2 miesiecy. Czerwonego wina od … 11 :-) Od 50 km nie ma wody. Na nasze szczescie sa kierowcy ciezarowek. Pustynni ratownicy :-) Dzien 8, Om Mani Padme Hum :-) Rozkladamy skrzydla. Po 20 km nieprzerwanego podjazdu obejmujemy zycie i Swiat ramionami … tak szeroko ze az nas to przeraza :-) Jestesmy na Tanglang La …. pod nami 5360 metrow Swiata. Za nami 9119 rowerowych kilometrow. Ciemna strona Ksiezyca. Zycie w kazdym zakamarku horyzontu. I nic, ze to niby pustynia :-). Zycie, zycie, pelnia zycia. “Gorniczo-hutnicza Orkiestra Deta ….. Treraz w Dol. 60 km zjazdu ! 1800 metrow w dooooooool. Szarosc skal rozswietla biel ladackich domow i radosc zieleni mlodeko zboza. Pustynnego kolory Zycia i Nadziei. Soczysta Zielen kontra Martwa szarosc. Zycie i Smierc. Laaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa …………. droga gladka i przyjazna :-) Miasteczko Upshi. Indus. Czysty, wartki i “nie-pakistanski”. Hotelik, lozko, wiadro cieplej wody i pisk w uszach. Jak po dobrym koncercie Acid Drinkers. WITAMY W LADAKH’U ! WASZ SEN SIE SPELNIL ! CO WYMYSLICIE TERAZ ? :-) |
1-July-2007 | robert i ania |
1. marta | July 4th, 2007 at 11:46
zaczarowana jestem..na haju..brak mi slow..
2. Przem | July 4th, 2007 at 13:26
Przeczyta³em w³a¶nie relacjê z Twojej podró¿y po Chinach, Wietnamie, Kambod¿y i Laosie. Gtarulacje. Szacunek dla Ciebie. Nie wiem, czy to dla Ciebie cokolwiek znaczy, ale jeste¶ WIELKI Stary. Powodzenia!
zostaw proszę komentarz ... my to lubimy :-)