zoptymalizowane dla Firefox'a i rozdzielczosci 1024*768

Z MANALI DO LEH …. cz. II

Hmmmmmmmm …. czesc pierwsza bedzie …. pozniej :-)

Dzien 5, Turkusowe Rzeki i Serpentyny do Nieba.

Zatrzymaj sie na chwile a uslyszysz. Ptaki pustyni, pszczoly i trzmiele. Szum turkusowej wody i tokujace na srodku drogi …golebie.
Stukot wlasnego serca.
Wlasny, plytki oddech.
Zwir i kamienie.
Zolto-czarne motyle.

W tybetanskiej dhabie: “My Country No Freedom. Here is Good, But This Is not My Home” :-/

Dwa trzmiele siadly mi na nodze i probuja dobrac sie do czegos slodkiego :-) Rozciagaja na boki moje wlosy i szukaja czegos slodkiego :-) Hmmm … nie jest jeszcze ze mna az tak zle gdy trzmiele myla mnie z kwiatami. Zawsze to muchy mogly by pomylic mnie z … czyms mniej przyjemnym :-)

Piekny dzien. Kilkadziesiat km po plaskawej, zielonej rowninie. Wzdluz rzek turkusowych i zwirowych kanionow.
Na “dowidzenia” … Gata Loops. Serpentyny do Nieba. 460 metrow w gore. 10 km.
“I’m just an angel; driving blindly through this World.
I’m just a slave here; at the mercy of the Gods”
depeche mode :-)

Dzien 6, Nasze Pierwsze 5000 m :-)

Pobudka w Innym Miejscu. Swiat nie stal w miejscu i jest nie do poznania. Gory-sasiadki odzielone od nas chmurami, dookola nas … 2 cm sniegu :-) Kilka godzin snu. SEn, niczym smierc przeniosl nas w Inny Swiat, Inny Wymiar.

Na 5000 swiat wciaz pelen jest zycia. Np. … dwoje rowerzystow :-) lub mchy, zolte i granatowe kwiatki. No i golebie, zalecajace sie do siebie na srodku drogi.
Powietrze jest tak czyste, ze az “nienaturalne”. Przejzystosc najwyzszej rozdzielczosci ;-)

Kanion. Zapomniane Krolestwo. Sciany smukle i wysooookie. My wcisnieci miedzy Miasto Dolne a Warownie. Mroczno i zimno. Historia zatrzymana w skalach. Zamczyska czerwone i … strumien o wodzie doskonale bezbarwnej. Na koncu wieza. Jeden kawalek litej skaly. Dziesiatki metrow w niebo. Cos pomiedzy kokonem a deska serfingowa.

Dzien 7, Plaskowyz Morey

Jedziemy “jak popadnie”. Jest rowno, gladko i mniej piachu niz “na asfalcie” :-). Przesmyk miedzy gorami widac juz z daleka wiec jedziemy doslownie na azymut… Najpierw … piknik :-) Piknik ! Piknik ! Piknik ! Musi wystarczyc kawa i herbatniki ! Sera nie widzielismy od 2 miesiecy. Czerwonego wina od … 11 :-)
Wyschniete jezioro. Gliniana skorupa wyglada niczym miliony spiacych obok siebie zolwi. Wilekich zolwi :-)
Dookola gory wygladzone wiatrem.
Pewnie tym samym, ktory od kilku godzin wygaladza nam twarze. Z przemoca.
Pewnie tym samym, ktory porywa pyl i gra nim na … powietrznych trabach. Jedna, druga … trzydziesta druga. male i potezne.
Jaki staja niewzruszone.
Owce lekko zachwiane.
Golebie pochowaly sie za skaly.
My uciekamy na nocleg w ruiny jakiejs opuszczonej wsi.

Od 50 km nie ma wody. Na nasze szczescie sa kierowcy ciezarowek. Pustynni ratownicy :-)

Dzien 8, Om Mani Padme Hum :-)

Rozkladamy skrzydla. Po 20 km nieprzerwanego podjazdu obejmujemy zycie i Swiat ramionami … tak szeroko ze az nas to przeraza :-) Jestesmy na Tanglang La …. pod nami 5360 metrow Swiata. Za nami 9119 rowerowych kilometrow.

Ciemna strona Ksiezyca.
Jasna strona zycia.
Pelna Jaskrawosc.

Zycie w kazdym zakamarku horyzontu. I nic, ze to niby pustynia :-). Zycie, zycie, pelnia zycia.
Ekstaza w lekkim bezdechu.
Radosc o smaku porannego bolu glowy.
Zycie “pelna geba” wypchana ryzem, zypa lub platkami.
Wstret i problemy pozostaly na dole.
Niebo jest przeciez Tutaj, w gorze.
Om Mani Padme Hum.
Taniec Wariata na Szkle.
Nitka Asfaltu az do Nieba.
Dwoje zdyszanych Rowerzystow i robotnicy drogowi.
I znow te golebie :-)

“Gorniczo-hutnicza Orkiestra Deta …..
robi nam … pa-pa-ra-ra
robi nam … pa-pa-ra-ra
Gorniczo-hutnicza Orkiestra Deta …..
robi nam … pa-pa-ra-ra
robi nam … pa-pa-ra-ra”

Treraz w Dol. 60 km zjazdu ! 1800 metrow w dooooooool.
Laaaaaaaaaaa …………. Laaaaaaaaaaaa …..
Serpentynami. Z usmiechem szerokim. Po asfalcie i dziurach. Pomiedzy zwirem i sniegiem i … zapachem rumianku.
Laaaaaaaaaaa ………….. Laaaaaaaaaaaaaaa ………….

Szarosc skal rozswietla biel ladackich domow i radosc zieleni mlodeko zboza. Pustynnego kolory Zycia i Nadziei. Soczysta Zielen kontra Martwa szarosc. Zycie i Smierc.

Laaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa …………. droga gladka i przyjazna :-)
Alicja w Krainie Czarow.
Rowerzysci w Purpurowym Wawozie.
Purpura az po Horyzont.
Rowerem na Inna Planete.
Nam przyjazna … Zycie, oh Zycie.

Miasteczko Upshi. Indus. Czysty, wartki i “nie-pakistanski”. Hotelik, lozko, wiadro cieplej wody i pisk w uszach. Jak po dobrym koncercie Acid Drinkers.

WITAMY W LADAKH’U ! WASZ SEN SIE SPELNIL ! CO WYMYSLICIE TERAZ ? :-)

1-July-2007 | robert i ania |

  • 1. marta  |  July 4th, 2007 at 11:46

    zaczarowana jestem..na haju..brak mi slow..

  • 2. Przem  |  July 4th, 2007 at 13:26

    Przeczyta³em w³a¶nie relacjê z Twojej podró¿y po Chinach, Wietnamie, Kambod¿y i Laosie. Gtarulacje. Szacunek dla Ciebie. Nie wiem, czy to dla Ciebie cokolwiek znaczy, ale jeste¶ WIELKI Stary. Powodzenia!

zostaw proszę komentarz ... my to lubimy :-)

wymagane

wymagany, ukryty

twój komentarz